środa, 13 grudnia 2017

Miłość i wychowanie

„Miłość i wychowanie” Jarka Żylińskiego to książka napisana dla rodziców, których Autor wprowadza w świat małego człowieka. Jako psycholog i pedagog stara się wskazać dorosłym jak zrozumieć motywacje i metody osiągania celów przez dzieci. Ukazuje też jak wpływają na dziecko rodzicielskie reakcje. Na co dzień prowadzi warsztaty i konsultacje, tworzy również blog o wychowaniu Psychoblog Jarka Żylińskiego.

Jarek Żyliński poprzewracał mi w głowie i sercu. Dawno nie czułam w sobie takiego rozdźwięku – między byciem pedagogiem, a byciem matką. Dlaczego?

Na studiach pedagogicznych uczono mnie metod, które również proponuje Autor. W jego publikacji przedstawione są bardzo przystępnie – nie trzeba mieć kierunkowego wykształcenia by wiedzieć o czym mowa. Nie używa niezrozumiałych zwrotów psychologicznych, mówi często bardzo wprost.

Po pierwsze, dziecko to też człowiek. Po drugie, czy miło by nam było, gdyby ktoś zachowywał się wobec nas tak, jak my to robimy wobec dzieci? (str.32)

Dobrze opisane źródła zachowań, przyczyny, skutki… Momentami brakowało mi jednak konkretnych rad. Autor pisze jednak:

Czytelnikowi zostawiam odnalezienie lub skonstruowanie metod idealnie pasujących do jego własnej rodziny. On najlepiej zna swoje cele, potrzeby dziecka i wie, co jest w jego przypadku najbardziej odpowiednie. (str. 223)

Książka wydaje się być idealnym źródłem do pracy rodzicielskiej, lecz…
Jako matka widzę często w sobie słowo muszę.

MUSIMY – to słowo magiczne, które aktywuje w drugim człowieku myślenie: „Kto musi, ten musi”. Dzieci, które słyszą od rodziców, że muszą coś zrobić, choć tak naprawdę jest to potrzeba dorosłych, reagują poszukiwaniem sposobów udowodnienia, że jednak wcale nie muszą. Jest to często przyczyną silnego konfliktu potrzeb – pośpiechu dorosłego i wolności dziecka. Uczciwe powiedzenie: „Ja muszę” często ułatwia dziecku współpracę, bo nie ma ono poczucia, że ktoś wmusza weń własne potrzeby. Zamiast tego widzi prośbę rodzica. (str.27)

Jak mam sobie z tym poradzić? Pojawia się tu we mnie rozdarcie, które trudno mi załatać teoretycznymi założeniami, choćby były w moim przekonaniu idealne. Przecież tak wiele rzeczy trzeba zrobić, przecież tyle jest spraw. Trzeba uczyć się tego, że nie zawsze mam to, czego chcę. Mnie, niedospanej matce brakuje cierpliwości. Choć sposoby reakcji na dziecięce zachowania opisane w książce wydają mi się idealne – w życiu ciężki mi im sprostać. Nie jestem matką idealną.
Dlaczego tak jest? Wychowanie i miłość. Myślę, że bez jednego nie ma drugiego. Kiedy brakuje miłości do samej siebie (w tym zadbanie o odpoczynek) to trudniej sprostać codzienności. Autor skupia się w tej publikacji na wychowaniu. O miłości wspomina na końcu – co jest świetną kwintesencją lektury.

Żyliński stworzył małe kompendium wiedzy. Zaczyna swoją pracę od mechanizmów, które kierują zachowaniem dziecka – od potrzeb, emocji, reakcji na presję czy walce o kontrolę. Analizuje etapy w życiu człowieka związane z jego naturalnym rozwojem, analizując każdy kolejny krok rozwojowy. Dotyka także tematu celów wychowawczych – zarówno krótko jak i długofalowych. W przystępny sposób tłumaczy czym one są i jaki mają wpływ na wychowanie. Część poruszająca metody wychowawcze wciągnęła mnie najbardziej. Autor porusza kwestie m.in. kar i nagród. Choć mówi jakie jest jego osobiste stanowisko w tej sprawie, to nie narzuca nikomu tego punktu widzenia jako jedynego słusznego.

Tę pozycję zdecydowanie polecam. Może nie uda się po tej lekturze być rodzicem idealnym, ale z pewnością warto spróbować być choć odrobinę lepszym. Ta książka bez wątpienia może w tym pomóc.



Dziękuję Wydawnictwu W drodze za niesamowicie pouczającą lekturę!

Tytuł: „Miłość i wychowanie”
Autor: Jarek Żyliński
Wydawnictwo: W drodze
Liczba stron: 230
Cena: ok. 29,90 z
ł

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.
Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpageBiegnąc pod wiatr
Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.
Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?


Podążając Jego szlakiem…

„Ukojone serce” to kolejna książka autorstwa Lindy Dillow, która ukazała się nakładem wydawnictwa Koinonia. Podobnie jak przy dwóch poprzednich pozycjach tej Autorki*, tak też tutaj, mam wrażenie, że odkryłam coś nowego, coś z czego sobie wcześniej nie zdawałam sprawy.

Linda Dillow to żona, matka i babcia. Prowadzi spotkania i warsztaty dla kobiet – wspomina o tym również w swojej książce. Często z narażeniem samej siebie, nauczała kobiety życia do pełni ich możliwości. Jej książki inspirują do odkrywania lepszej wersji samej siebie.


„Ukojone serce” jak sam tytuł wskazuje, skupia się na sercu. Takim prawdziwie żyjącym, kochającym, pełnym pokoju. Uderzył mnie bardzo cytat:
Dwie kobiety wyglądały przez kraty więzienia. Jedna widziała błoto, druga gwiazdy.
Mam wrażenie, iż jest to dobra kwintesencja tej książki. Bez względu na okoliczności, można nauczyć się patrzeć tak, by widzieć gwiazdy.
Pamiętaj: zadowolenie jest wynikiem właściwej relacji z Bogiem, nie reakcji na okoliczności. Pytania „A jeśli…” mogą albo przybliżyć nas do Boga i wzmocnić naszą wiarę, albo wciągnąć nas w wir zmartwień i polegania na sobie samych. Bóg oferuje ci pokój i zadowolenie; zamartwianie przynosi chorobę i cierpienie. (str. 158)
Co można znaleźć w tej pozycji? Przede wszystkim dużą dawkę wiary i Bożego zaufania. Dziewiąty rozdział nie bez powodu nosi tytuł WIARA – PODSTAWA ŻYCIA.

Autorka zaczyna rozważania od tego, że pokoju serca można doświadczyć bez względu na wszystko. Przechodzi w tym przez kolejne dziedziny życia, w których często brakuje zadowolenia – w otaczających okolicznościach, sobie samym, naszych życiowych rolach i relacjach z innymi. Mówi o trzech dużych przeszkodach: chciwości, niewłaściwych celach i troskach życia. Nie traci jednak energii na skupianiu się na brakach – przechodzi z tego do wspomnianej wyżej podstawy życia – wiary i zaufania do Boga na każdej życiowej płaszczyźnie.

Linda Dillow nazywa rzeczy wprost. Pisze bezpośrednio, obrazowo, trafiając do serca. Swoje nauczanie oraz propozycje w książce opiera na historiach wielu kobiet, które osobiści spotkała. Często mówi też o doświadczeniach z własnego życia.
Chciałabym, aby nazywano mnie „Linda, kobieta wolna od trosk”. Nieważne, kim jesteśmy – ważne, kim się stajemy! Jeśli Bóg potrafi taką kobietę jak ja – kobietę, która lubi mieć nad wszystkim kontrolę i z łatwością zaczyna się o wszystko martwić – przekształcić w kobietę ufającą Mu i wolną od zmartwień, to samo może uczynić z tobą. (str.132)
Całość wieńczy dwunastotygodniowe studium biblijne. Autorka zachęca by uczynić z zamieszczonych materiałów coś na wzór pamiętnika, tak by czytając za jakiś czas zapisane w nim myśli, cieszyć się tym, jak Bóg działa w naszym życiu. To właśnie na Nim i Jego nauczaniu Linda Dillow opiera tę książkę – nie jest to poradnik o tym jak zmienić się tylko własnymi siłami. Czytając ją miałam wrażenie, iż jest to podręcznik ku wędrówce w Bogiem. Wędrówce, którą warto podjąć… by żyć.



Droga Kobieto – polecam tę lekturę. Mężczyzno – podaruj tę książkę bliskiej ci kobiecie, sam również możesz doświadczyć jej zmiany – miłości bowiem nie da się zatrzymać…
Dziękuję Wydawnictwu Koinonia za egzemplarz książki!

Tytuł: „Ukojone serce”
Autor: Linda Dillow
Wydawnictwo: Koinonia
Liczba stron: 248
Cena: 25,00 zł (do końca grudnia w promocyjnej cenie 18,00 zł)

Dwa ostatnie zdjęcia pochodzą ze strony Wydawnictwa i są jego własnością.

Książka na stronie Wydawnictwa TUTAJ

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.
Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr
Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.
Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?


Boże Narodzenie niebiańskim okiem

Do naszego domu trafiła ostatnio wręcz niebiańska książeczka… Trochę inny świat, ale jakże bliski, ciepły i wspaniały!

„Boże Narodzenie z aniołkami” to kolejna pozycja dla dzieci wydawnictwa PROMIC, która zachwyciła mnie od pierwszej chwili. Piękna tekturowa okładka, a wewnątrz niesamowicie przyciągające rysunki, które obudziły we mnie falę ciepłych uczuć.


Czytając ją z synem miałam wrażenie, że jest to nie tylko książeczka dla dzieci, ale również dla dorosłych. Bardzo dotknęły mnie słowa Boga Ojca wypowiedziane do jednego z aniołów, który zadał pytanie o to, dlaczego ludzie przestają wierzyć.
Ponieważ błędnie myślą, że moja cierpliwość, tak jak ich, ma swój kres. Kiedy popełnią błąd, od razu chcą go naprawić i znów być doskonali, a jeśli nie uda im się zrobić tego dość szybko, wpadają w rozpacz. Moja cierpliwość i miłość są jednak nieskończone. Każdemu człowiekowi zawsze dam tyle czasu, ile potrzebuje, żeby stał się święty, i nigdy, w żadnym przypadku, nie odmówię mu przebaczenia – odpowiedział Bóg, czule głaszcząc aniołka po głowie.
Publikacja zawiera pięć opowiadań:

„Płomyk miłości” o tym, że Bóg jest miłością i bardzo jej dla nas pragnie.

„Prezent dla Maryi”, którego tekst bardzo mnie zaskoczył. Widzimy tutaj… smutnego Jezusa, który cierpi z powodu tego, że ludzie nie rozumieją sensu Bożego Narodzenia i nie skupiają się na tym, że są to Jego urodziny. Aniołkowie starają się Go pocieszyć, co sprawia Maryi dużą radość.

„O aniołku, który został muzykiem” – nie każdy potrafi śpiewać. Ten problem dotyczył również aniołka, który chciał wystąpić w chórze. Jednak jego śpiewu nie można było słuchać – smutny anioł otrzymuje jednak od Boga wyjątkowy prezent…

„Dzwony na Boże Narodzenie” – o tym jak różni i jakże piękni jesteśmy. Tak właśnie zrozumiałam opowiadanie o tworzeniu dzwonów. Choć miały być takie same – każdy był inny i wydawał inny dźwięk. Bóg był nimi zachwycony…

„Roztargniony aniołek” – mały Zefirek wiecznie coś gubi. Co zrobiłby bez pomocy Matki Bożej, która się nim zajęła?

Opowiadania nie tylko przybliżają nam klimat nadchodzących świat. Odebrałam je również jako małą wykładnię wiary – idealnie dopasowaną dla małego odbiorcy. Polecam już dla dzieci w wieku przedszkolnym.

To jedna z tych lektur, które warto mieć na dziecięcej półce i po które warto sięgać nie tylko ze względu na dzieci, ale również ze względu na siebie…

Książeczka jest idealnym pomysłem na czas zbliżających się Świąt. Wydawnictwo przyjmuje zamówienia do 21.12.2017 r.Polecam również drugą książeczkę dotyczącą Bożego Narodzenia tego Wydawnictwa, o której pisałam jakiś czas temu (KLIK)

Dziękuję Wydawnictwu PROMIC za egzemplarz do recenzji.
Tytuł: „Boże Narodzenie z aniołkami”
Autor:
Ivano Argento
Wydawnictwo: PROMIC
Liczba stron: 56
Cena: 19,90 zł


Link do książki na stronie wydawcy TUTAJ

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.
Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpageBiegnąc pod wiatr
Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.
Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?


piątek, 8 grudnia 2017

Wyznacz granicę!

„Granice w relacjach małżeńskich” to książka napisana przez dwóch terapeutów chrześcijańskich, którzy na co dzień pracują z małżeństwami. Odwołując się do pracy terapeutycznej, przytaczają niezliczoną ilość ludzkich historii. Opowieści trudnych, naznaczonych cierpieniem, lecz takich, z których odnaleziono wyjście stawiając zdrowe granice.
Książka składa się z kilku części. Autorzy zaczynają od pojęcia granic, wyjaśniając jak należy je wytyczać w małżeństwie (lecz nie tylko – również w życiu osobistym, co czyni tą lekturę bardziej uniwersalną). Wspominają o tym jak ważny jest wspólny system wartości. Mówią też o umiejętności wyznaczania ich osobom z zewnątrz – by nie miały zbyt dużego wpływu na funkcjonowanie czyjegoś małżeństwa. Proponują jak rozwiązywać nieporozumienia (przeznaczyli na to osobny rozdział), opisując sześć rodzajów konfliktów. Pokazują tutaj jak wytyczać granice, gdy druga osoba je respektuje, lub gdy tego nie robi. Końcowa część poświęcona jest przeanalizowaniu konkretnych przypadków ich nadużywania.

Ogromną zaletą tej książki są nie tylko przykłady konkretnych osób, ale również praktyczne informacje, tabele, wskazówki, które mają pomóc stosować koncepcje granic.

Brak widocznego kryzysu nie oznacza, że związek małżeński jest zdrowy. Mąż i żona powinni regularnie sprawdzać stan swojej relacji, zadając trudne pytania w rodzaju: „Jakie uczucia budzi w tobie nasze małżeństwo?” lub: „Które z moich zachowań cię ranią lub sprawiają kłopot?” Pomyśl, jak byś się czuł, gdyby coroczne badanie lekarskie sprowadzało się wyłącznie do pogawędki o sporcie przy filiżance kawy. Str.214

Lektura tej książki była dla mnie odkrywcza. Myślałam, że nie mam problemu w stawianiu granic – zobaczyłam jednak, że często robię to źle. Stawianie ich ma na celu rozwój – własny i współmałżonka. Nie ma być walką o to kto silniejszy i kto ma rację. Nie ma być również pokazaniem drugiemu, gdzie jego miejsce. Ma przynosić rozwój, nie rozłam.

Granice w małżeństwie to nie to samo co Granice narzucone współmałżonkowi. Tematem tej książki nie jest zmiana, naprawa lub skłonienie małżonka do zrobienia czegoś. Chodzi o wyznaczenie granic w ramach łączącej was relacji, abyście oboje mogli się zmieniać. Str.81

Nie można określić granic w małżeństwie, jeśli nie uzna się swojej osoby za część problemu i nie przyjmie swojej części odpowiedzialności za jego rozwiązanie. Zajmij się własną postawą zazdrości, przyznaj do posiadanych problemów i podejmij odpowiednie działania. Str.71

Tego uczy właśnie ta lektura. Polecam ją bez wahania – małżonkom oraz wszystkim tym, którzy chcą się rozwijać w relacjach, bez względu na ich rodzaj. Muszę jednak ostrzec – ta lektura uczy przede wszystkim zmieniać siebie, nie drugiego człowieka. Zaryzykujesz?

Dziękuję Wydawnictwu VOCATIO za lekturę!

Tytuł: „Granice w relacjach małżeńskich”
Autorzy: John Townsend, Henry Cloud
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza VOCATIO
Liczba stron: 352
Cena: 29 zł

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.
Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr
Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.
Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?

Małżeństwo

Zainspirowana pewną rozmową sięgnęłam ostatnio po książkę „Święte małżeństwo”. Spodziewałam się poradnika, czegoś co już może kiedyś czytałam. Przeliczyłam się. Na początku książka wydawała mi się nudna. Pomyślałam jednak, że tylko tę wezmę ze sobą na urlop – bo inaczej nie przeczytałabym jej z pewnością. I dużo bym straciła.

Od zawsze wiem, że małżeństwo to jeden z sakramentów. Wiem, że udzieliliśmy go sobie z mężem prawie 5 lat temu. Ale ostatnia rozmowa rozbudziła we mnie pragnienia czegoś jeszcze. Może chodziło o wybicie z rutyny, z prozy życia, z zamartwiania się o sprawy mało istotne? Może chodziło o to by stanąć w prawdzie przed faktem, że to mężowi ślubowałam, a nie dzieciom, nie sobie, nie światu? Może…

Gary Thomas pisze zdanie, które burzy wiele i mówi wiele „Chrześcijaństwo nie każe nam szukać właściwej osoby, lecz stać się nią”.
Jakże proste i jakże trudne zarazem.

Sama często skupiam się na tym co błahe, codzienne, nieistotne. Jak często oburzam się, gdy coś jest nie po mojej myśli, a ja właśnie jestem niewyspana, zmęczona, zniechęcona. Jakże łatwo ocenić jej współmałżonka, gdy coś jest nie tak jakbym chciała?

Autor tym zdaniem mówi też o nierozerwalności małżeństwa. Rzeczy jakże oczywistej – choć patrząc na wiele osób wokół mnie, oczywista staje się nieoczywistością i bólem. I czy nie jest tak, że żyjąc razem można żyć osobno? Czy nie jest tak, że łatwo można wiele spraw przeoczyć, zagubić, zaniedbać?

Czy polecam tę lekturę? Tak. Nie tylko małżeństwom. Dążmy do świętości. Tu i teraz. Zawsze, jutra może nie być.

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.
Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr
Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.
Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?

Małżeństwo na 9 sposobów!

Mark Gungor to autor, który mnie solidnie rozbawił. Choć książka „9 małżeńskich porad, a każda warta MILION DOLARÓW” jest pozycją z wartościowymi treściami, to zawiera w sobie taką dawkę dystansu i dobrego humoru, że chce się więcej i więcej. Ilość pozytywnego przesłania jest odwrotnie proporcjonalna do objętości tej publikacji. Nie jest to opasły tom, ale zawiera w sobie wiele życiowej mądrości.

Mark jest pastorem, doradcą rodzinnym i mężem od przeszło 40 lat. Łącząc ze sobą wszystkie te funkcje daje w nasze ręce dzieło, po które mogą sięgnąć narzeczeni i małżeństwa z różnym stażem.
Książka składa się z dziewięciu rozdziałów, każdy z nich to jedna rada. Choć czyta się ją błyskawicznie, można ją też dawkować – np. po jednym rozdziale by treść bardziej oswoić i wcielić w życie.

Każdy rozdział wzbogacony jest obrazkami, które mnie bardzo się podobają.

Rady dotyczą codziennych sytuacji – np. tego byśmy byli dla siebie mili i cierpliwi czy byśmy nie zamykali się w małżeństwie przed innymi ludźmi. Nawet jeśli komuś wydaje się, że jest idealnym małżonkiem – ta książka może to zmienić!

Pozbądźcie się bezsensownego sposobu myślenia w rodzaju: „Jeżeli naprawdę mnie kocha, to z pewnością się domyśli, jak się czuję!”. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Szczerze? Twoje podszyte emocjami biadolenie może być tak wyczerpujące i irytujące, tak nudne i dokuczliwe, że po jakimś czasie ta druga strona nawet nie będzie chciała próbować Cię zrozumieć. Będzie mieć na tyle dość odczytywania twoich „mistycznych” sygnałów, że w końcu się podda. (str.60)

Znasz to skądś? Bo ja tak… Niejednokrotnie czułam się dotknięta jego słowami – nie tylko tymi powyżej.

Zachęcam do lektury wszystkich traktujących poważnie swoje narzeczeństwo i małżeństwo oraz doradcom życia rodzinnego. Z pewnością rozpali iskrę, która może zmienić się w wielki ogień małżeńskiej miłości i da nowe spojrzenie na rzeczy z pozoru do tej pory znane.

Dziękuję Oficynie Wydawniczej VOCATIO   za lekturę!

Tytuł: „9 małżeńskich porad, a każda warta MILION DOLARÓW”
Autor: Mark Gungor
Wydawnictwo: VOCATIO
Liczba stron: 88
Cena: 24,90 zł

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.
Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr
Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.
Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?


Jaką żoną jestem?

Niedawno recenzowałam książkę Lindy Dillow pt. „Twórcza partnerka” (tutaj). Była dla mnie inspiracją. Pomyślałam, że warto sięgnąć po inną pozycję tej autorki i dzięki Wydawnictwu Koinonia mogłam postawić sobie tytułowe pytanie: „Jaką żoną jestem?"

  zdjęcie pochodzi ze strony Wydawnictwa

Autorka jest żoną, matką, babcią. Prowadzi warsztaty i konsultacje dla kobiet. Jej doświadczenie, wiedza, otwartość na sprawy kobiet – wszystko to przebija się mocno w tych publikacjach.
Często sięgając po dwie pozycje tego samego autora mam podczas drugiej lektury wrażenie, że gdzieś już to czytałam. Gdy skończyłam lekturę „Twórczej partnerki” nie przypuszczałam, że można powiedzieć jeszcze więcej, nie powtarzając wkoło tego samego. Myliłam się! Książka „Jaką żoną jestem?” była dla mnie pewnym nowum, odkryciem, czymś czego wcześniej nie czytałam.
Książka składa się z kilku rozdziałów. Autorka zaczyna od pytania dlaczego wyszłaś za mąż?. Proste, prawda? Tak się może wydawać, choć odpowiedź wcale prosta nie jest… Co tak naprawdę jest dla mnie ważne, czy co czuje mąż mając mnie za żonę? Autorka zaproponowała ćwiczenie, które wprowadziło mnie w osłupienie. Wyobrażałaś sobie kiedyś swój własny pogrzeb? Co twój mąż by na nim powiedział? Jaką żoną byłaś? Czy byłaby to mowa pełna tęsknoty czy ulgi…?
Linda wiele miejsca poświęca tematowi wdzięczności i temu by nie narzekać.
Podziwiam Kaye. Co za kobieta! Usłyszała prawdę – „Zapomniałaś, że masz być wdzięczna” – i natychmiast przystąpiła do działania. Uświadomiła sobie, że narzekanie jest jej językiem ojczystym, i powiedziała: „Podejmuję świadomy wybór, że chcę się zmienić i nauczyć wdzięczności” (str.82)
Autorka stawia mnie przed oczy dzieci – jakiej postawy ich uczę? Czy widzą mamę wiecznie niezadowoloną (to pytanie mocno wyryło mi się w serce, jest tak bardzo do mnie!) czy mamę, która potrafi pokazać jak bardzo kocha i jest wdzięczna mimo zmęczenia? Pyta też o to jak często modlę się za męża – czy nie jest tak, że łatwiej przychodzi mi modlitwa za przyjaciół, dzieci, za znajomych niż za niego? Jak często się modlę?

Linda Dillow porusza też kwestie różnic damsko-męskich i tego jak można je sobą nazwajem wypełniać powołując się przy tym na Pismo Święte. Odwołuje się do biblijnego spojrzenia na powołanie żony, na potrzebę zaspokajania męskich pragnień zachęty i szacunku.

Autorka dotyka także tematu małżeńskiego seksu – wprost, lecz ze smakiem i w oparciu o Biblię. Nie sposób nie zgodzić się z tym co pisze, choć nie są to zawsze słowa proste.

W niespotykany dla mnie sposób dotknął mnie rozdział poświęcony kobiecej wściekłości. Prześmiewczo można powiedzieć, że drugie imię wielu kobiet to „foch”. Ale czy tak trochę nie jest w rzeczywistości? Czy nie łatwiej jest nam przebaczać osobom postronnym niż tym najbliższym?
Kiedy przyjaciel, znajomy czy członek rodziny zrani cię, skrzywdzi, nie okaże zrozumienia – jest to wielkie cierpienie. Ale kiedy zrani cię partner – wybrany na całe życie, który zna każde twoje znamię, wie o każdym niepowodzeniu – rana jest jeszcze głębsza i bardziej obnażona. On jest przecież stale przy tobie, nie możesz od niego uciec. Śpicie w jednym łóżku! (str.182)
Rozdział ten dotknął mnie jednak z innych powodów. Autorka pisze wiele o roli wybaczenia. Niesamowicie opisuje to jak można błogosławić np. usta, które kłamią. Nie zdradzę szczegółów i tego co dokładnie pisze – warto zapoznać się z tym samemu. Choćby cała książka była dla Ciebie mało wartościowa – ten rozdział warto przeczytać! Zaczęłam stosować zawarte w nim rady w różnych relacjach, owoce tego są ogromne! Uczę się zamieniać gniew w modlitwę…

Dwa ostatnie rozdziały dodają nadziei, szczególnie tym, którzy ją stracili i nie wierzą, że ich małżeństwo może przetrwać. Bez obaw mogę nazwać je świadectwami cudów przemiany ludzkich serc. Ufać Bogu, gdy w życiu jest tylko ból, kryzys trudnego małżeństwa, a przy tym tworzyć wierne i niepodzielne serce. W tej publikacji można znaleźć wiele inspiracji do tego by wcielić to w życie.
Polecam tę lekturę każdemu kto żyje w małżeństwie lub to planuje. Warto formować swoje serce by kochało bardziej i mocniej. Pomóc może też przy tym studium biblijne zamieszczone na końcu książki – jest jej doskonałym dopełnieniem i dodatkiem do wcielania teorii w życiu praktycznym. Nie jest to lektura łatwa, ale czy musi? Polecam!


Dziękuję Wydawnictwu Koinonia za egzemplarz recenzencki! Z radością podzielę się nim z przyjaciółką!


Tytuł: „Jaką żoną jestem? Sprawdź, czy jesteś żoną jego marzeń”
Autor: Linda Dillow
Wydawnictwo: Koinonia
Liczba stron: 328
Cena: 25,00 zł


Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.
Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr
Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.
Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?